Koniec.

Posted by admin on 28th Czerwiec 2010 in Inne

Byłam szczęśliwa. Cholernie szczęśliwa. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że udało mi się, mimo wszystko. Kiedy przypominam sobie inne noce, z innymi facetami, i te ich reakcje. Odtrącałam ich, kazałam przestać. A oni mieli to gdzieś. Albo musiałam ich zrzucać z siebie, albo słuchać wyzwisk. Ile razy zostałam opluta, uderzona, zmuszona, nie wiem. Nigdy jednak się tym nie przejmowałam.
Wierzyłam, że w końcu będzie taki ktoś. Ktoś, kto zaczeka, pomoże mi wyjść z tego seksualnego (a raczej aseksualnego) dołku. I jest! Wysoki brunet, o nieziemsko niebieskich oczach.
Kiedy się obudziliśmy, słońce przyjemnie grzało, zaglądając do mojego nie dużego mieszkania. Jasne promyki przyjemnie padały na etniczne pamiątki, psychodeliczne obrazy kupione za bezcen na targowiskach całej Ameryki.
Zjadł szybkie śniadanie, bo musiał biec do studia. Pożegnaliśmy się, a on zniknął. Nadal jednak czułam tu jego obecność. Kiedy z powrotem wśliznęłam się do łóżka, wydawało mi się, że czuję jego zapach, jego dotyk, ciepłe pocałunki którymi tak szczodrze mnie obdarowywał.
I nie wiem dlaczego, pomyślałam o śmierci. Szczerze mówiąc, nie wierzę w śmierć. Jak ktoś taki jak on mógł umrzeć? Dla mnie nigdy nie umrze. Takie osoby jak John Lennon, Marylin Monroe, Elvis, czy Kurt Cobain nie mogły umrzeć. One są gdzieś tam, po drugiej stronie, w lepszym świecie. Tak samo prawdziwym, tak samo namacalnym, pełnym niesamowitych istot. Tak samo płynie woda, tak samo biegają dzieci, rozmawia młodzież. Istnieje czas. Na ścianach wiszą kalendarze, w salonach tykają zegary. Dorośli śpieszą się do pracy, dzieci odrabiają zadania domowe, spóźniają się do szkoły. Zakochane nastolatki przeżywają swoje pierwsze razy, pierwsze pocałunki.
Słuchają muzyki. Tam jednak nie potrzebne są umiejętności, czy instrumenty. Tam wszystko jest jak muzyka. Brudne jeziora, zanieczyszczone powietrze, wysokie wieżowce.

Christie.

Długo leżeliśmy na łóżku na plecach, głupawo spoglądając w sufit, i gadając zupełnie od rzeczy. Coś jednak gryzło mnie w środku, wyżerało moje myśli. Czułam, jak ulatuje ta najważniejsza, o której miałam nie zapomnieć. Powiedzieć o tym komuś, a szczególnie jemu.
Jestem okropna. Ukrywam coś, czego nie powinnam. Ile kobiet przeżyło coś takiego? Dziesiątki? Setki? Tysiące? Miliony. Miliony kobiet. Ale tylko ja jestem takim tchórzem, nie poczuwającym się do odpowiedzialności. Nie poczuwam się do niczego. Ostatnio nie sprzątam, nie robię sobie nawet kawy. Mam wszystko gdzieś.
Po dwóch godzinach bezsensownych rozmów, ulotnił się, pędząc do studia. I co? Znowu byłam sama. Floyd udał się na miasto, w poszukiwania w miarę taniego mieszkania. Nie wiem co to będzie, bo w San Francisco nie ma tanich mieszkań.
Chciałam się napić. Obojętnie czego. Grey Goose, likieru, arbuzowej margerity Mouse, koniaku, wina. Zaczęłam szukać w barku. W mojej nocnej szafce, całej kuchni. Nigdzie nie było ani kropli alkoholu. Zobaczyłam na lodówce żółtą, samoprzylepną karteczkę. Pismo Cholernego Floyd’a.
‘Nawet o tym nie myśl’.
Wpadłam w furię. Nie pamiętam nawet dobrze, co się ze mną działo. W oczach zrobiło mi się ciemno, dłonie same zaciskały się, tamując dopływ krwi do rąk. Chwyciłam stojący na stole kubek. Spojrzałam do środka. Resztki nie wypitej kawy, która nie miała już tego wspaniałego zapachu, który zawsze mnie uspokajał.
Z hukiem rzuciłam kubkiem o podłogę. Wokół nóg plątały mi się resztki kubka i wielka plama ciemnego napoju. Chwyciłam stojący na stole talerz z owocami i zrobiłam z nim to samo.
Kiedy rzucałam co raz to innymi przedmiotami, o innej fakturze i wielkości, czułam się, jakbym zaczynała żegnać się z bliską mi osobą. Uchodziło to ze mnie. Bardzo powoli, ponosząc pewną ofiarę.
Nagle, poczułam jak ktoś mocno łapie mnie za ramiona. Ktoś próbował mnie utrzymać, powstrzymać przed rzucaniem czym popadnie. Udało mi się chwycić jeszcze parę szklanek, rzucić nimi wprost do zlewu pełnego stłuczonego szkła i porcelany. Poczułam zapach męskich perfum Floyd’a. Przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, czułam jak ciężko oddycha, próbując mnie przy sobie zatrzymać.
Nic nie widziałam. Wszystko migało mi przed oczami, białe i czarne plamy. Zobaczyłam snop jasnego światła, uderzającego mnie w oczy. Wrzucił mnie po prysznic, i odkręcił kurek z lodowatą wodą. Chciałam z niego wyjść, uderzałam pięściami w wejście kabiny, on jednak mocno ją przytrzymywał.
- Ocknij się kobieto, ocknij się już…- mówił, powstrzymując łzy. Nie lubił patrzeć, jak jego własna siostra stacza się na dno.

Kiedy się obudziłam, leżałam już w łóżku. Moje włosy nadal były mokre, a zmoczone ubrania leżały na podłodze. Powoli podniosłam się z łóżka, i zobaczyłam, że jestem całkiem naga.
Wygrzebałam z szafy długi, czarny sweter, który zarzuciłam na zimne ciało. Cicho wołałam swojego brata, którego nie było. Przypomniałam sobie całą scenę w kuchni.
Nie poznałam tego pomieszczenia. Wszędzie pełno szkła i porcelany, wywrócone stołki, pozrywane z lodówki zdjęcia braci i rodziców. Stare zdjęcia schowane na jednej z półek, leżały rozsypane na podłodze, niektóre nawet podarte. A ja nic nie pamiętałam. Tak, jakbym miała w głowie jedną, wielką dziurę. Pamiętałam tylko to, że nie miałam w domu żadnego alkoholu. Rozglądnęłam się uważnie. Wszystkie butelki znikły.

STOO LAAAT, STOOO LAAT BJ’u.

The Ghost Of You.

Posted by admin on 20th Czerwiec 2010 in Inne

Christie.

Kiedy poczułam jego ciepły dotyk na mojej głowie, zaczęłam o wszystkim opowiadać. Słowa samowolnie wypływały z moich ust, lecząc moją duszę i umysł. Było mi lżej, czując że ktoś słucha, i przerywa od czasu do czasu, pytając jak, co, gdzie, kiedy, dlaczego. Kiedy tak patrzył na mnie swoimi smutnymi, zielonymi oczami, rozwiane zostały wszystkie moje wątpliwości. Pozwoliłam mu zostać.
Obiecał mi pomóc. Teraz i już zawsze. Powiedział, że nie ma zamiaru wyjeżdżać z San Francisco. Zostanie tu ze mną. Tylko ze mną.
W mieszkaniu od razu zrobiło się miło. Słyszałam jego śmiech, pomagało mi to. Z tymi jego głupimi żartami i powiedzonkami, starym, zniszczonym plecakiem, starymi, wytartymi spodniami, i przebitą wargą.
Na kanapie leżały rozwalone jego rzeczy. Nie chciało mu się układać, więc wywalił wszystko z plecaka. Koszulki, spodnie, papiery, zmięte banknoty. I zdjęcia. Dużo pięknych zdjęć. Wysokich, smukłych wieżowców z NY, młodych kobiet trzymających na kolanach dzieci, śmiejących się przedszkolaków. Wszędzie jednak walały się zdjęcia pewnej dziewczyny.
Większość z nich została wykonana w polaroidzie. Piegowata dziewczyna o brzoskwiniowej cerze, piwnych oczach, i czarnych dredach sięgających szczęki. W różnych pozycjach, to stojąc na ławce, to koło jakiegoś pomnika, z nosem w dużej, zielonej książce.
Floyd siedział w łazience. Słyszałam szum wody i piosenkę, którą nucił. Kiedy wyszedł podstawiłam mu zdjęcie centralnie przed oczy, i patrzyłam na niego wyczekującym wzrokiem. Spojrzał smutno, i wyrwał mi zdjęcie.
- Każdy ma jakieś tajemnice, Christie- odpowiedział, wycierając włosy w ręcznik. Spojrzał na mnie tym strasznym, niemożliwym wzrokiem. Zrobiło mi się nie dobrze.

Rachel.

Wędrowałam tak w te i z powrotem, napotykając znajome twarze. Tysiące, a nawet miliony znajomych twarzy. I w końcu spotkałam jedną z moich przyjaciółek. Mouse. O tych samych, rudych włosach (może trochę krótszych), tej samej piegowatej twarzy, tych samych zielonych oczach.
Po jej twarzy spływały łzy. Mimo, że się uśmiechała, łzy będą spływać po jej policzkach już na wieczność.

Widziałam ją, spacerującą ciemną drogą. Nie było widać księżyca, gwiazd. Tylko szum drzew, wycie psów. I ona, oglądająca jakieś okładki płyt. Pomalowane na zielono paznokcie, odbijały się w plastikach płyt, oświetlonych małą latarką trzymaną przez nią w ustach.
Nie wiem dlaczego, ale gwałtownie się odwróciła. Jej wzrok zaczął błądzić po wydawałoby się pustej drodze. Nagle, z ciemności wyskoczyła na nią jakaś wysoka, barczysta postać. Zatkała jej usta dłonią w ciemnej rękawiczce.
Dziewczyna szarpała się, gryzła, kopała. W końcu udało jej się oswobodzić. Odbiegła kawałek, niestety, ciemna postać chwyciła ją za rąbek podkoszulka i przyciągnęła do siebie. Torebka dziewczyny upadła na ziemię, a z niej wysypały się wszystkie graty. I dziwny, metalowy kształt.
Upadła na ziemię, zdzierając skórę z odsłoniętych kolan. Szybko zaczęła się czołgać w stronę torebki. Chwyciła jakiś przedmiot i uniosła go do góry.
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, i pewnym krokiem zaczął zbliżać się do dziewczyny. Dziewczyna trzęsącymi rękami mierzyła metalem w jego stronę.
Wystrzeliła.

Tre’.

Było ciemno, zimno, wiało, i w dodatku śnieg padał. Zbliżają się święta, kolejne, pieprzone święta i przypominanie sobie wszystkich zniszczonych spraw. Tego, co całkiem się zepsuło, i tego, co wyszło aż za dobrze.
Zapukałem do drzwi mieszkania Christie. Przez chwilę nikt nie odpowiadał, słyszałem tylko martwą, zalegającą ciszę. Drzwi jednak gwałtownie się otworzyły, a w nich stanął wysoki chłopak, z przebitą wargą, wycierający sobie głowę ręcznikiem.
Jednym okiem spojrzał na mnie niemrawo, i ruchem głowy zaprosił do środka. Zdziwiony, i coraz bardziej wkurzony wkroczyłem do środka. Co ten chłopak robi w jej mieszkaniu? No co, no co, no co, no co, no co?
Chwilę potem pojawiła się na korytarzu. Miała na sobie czarne, obcisłe cygaretki zsunięte na żółte szpilki z zaokrąglonymi noskami. Ale to, co mnie zdziwiło najbardziej, to fakt, że na górze znajdował się tylko stanik.
Pomyślałem sobie, że jeżeli wyjdę, będzie śmiesznie, i wyjdę na skrzywdzonego. Staliśmy tak w trójkę na tym korytarzu, w kompletnej ciszy. Znudzony chłopak ściągnął ręcznik z głowy, i założył ręce na piersi.
- Czy wy…?- zapytałem wyczekująco.
- Że niby my?- zapytała Christie wskazując na blondyna.
- Że niby wy.
- My?
- Wy?
- My?
- Wy, cholera, wy.- warknąłem. Ona pokręciła tylko głową, uśmiechając się. Podeszła do mnie, i pociągnęła za rękę.
Znaleźliśmy się w jej sypialni. Ja wpatrywałem się głupio, a ona tylko się śmiała. Spojrzałem na jej łóżko. Idealnie ułożona pościel, jak zwykle.
- Nie przepadam za moim własnym bratem.

Wybaczcie, beznadzieja, ale nie miałam pomysłu.

Intermission.

Posted by admin on 14th Czerwiec 2010 in Inne

Christie.

Było mi zimno. Potwornie zimno. Każdy ruch przyprawiał mnie o ból, każdy szmer powodował, że moja głowa eksplodowała. Na stole leżała pusta butelka po Grey Goose, i stare listy. Nie patrząc na nie, schowałam je do pudełka. Wrzuciłam na dno najwyższej pułki, tak aby przypadkiem nikt tego nie zobaczył.
Było mi niedobrze, kręciło mi się w głowie. Zatkałam usta, i pobiegłam do łazienki. Szybko pochyliłam się nad ubikacją, niemal się wywracając. Z moich ust trysnęła okropna, żółta maź. Przytrzymywałam włosy w górze, z zamkniętymi oczami. Nie chciałam na to patrzeć. Na siebie samą, i na to, co ze sobą robiłam.
Wytarłam usta w rękaw, i czym prędzej umyłam zęby. Szybkimi ruchami tarłam zęby i dziąsła, doprowadzając je do krwawienia. Kiedy zauważyłam, co wyprawiam, było za późno. Po zębach spływały mi prawie niewidoczne strużki krwi. Zerwałam kawałek papieru toaletowego, i wepchnęłam do ust.
Z papierem w ustach, udałam się do kuchni. Butelki wody były puste. Głowa nie mieściła mi się pod kranem. Przeklinając mojego hydraulika, ruszyłam do łazienki. Rozebrałam się, i wskoczyłam pod zimny prysznic. Łapczywie połykałam wodę, która zalewała mi twarz i oczy.
Wyszłam z łazienki z mokrą głową, i ociekającym ciałem. Całe mieszkanie przebyłam naga, mimo, że naprzeciw mieszkali bardzo młodzi studenci, których poznałam już w podobnych sytuacjach. Wiedziałam, że z niecierpliwością czekali na ruch swojej pięknej sąsiadki, na jej lśniące włosy, i piękne ciało.
Powoli wślizgnęłam się do łóżka, jak gdybym nie chciała budzić mojego niewidzialnego kochanka. Brakowało mi mężczyzny. Nie potrafiłam jednak zapomnieć, aby posunąć się do najważniejszego kroku w związku. Pozostawały mi stare listy, filmy, zdjęcia. I chyba nie potrzebowałam więcej, prawda?

Mouse.

Nie poszłam do baru. Nie mogłabym spojrzeć na miejsce na którym zawsze siedziałam, nie mogłabym dotykać zarezerwowanego dla niej, i tylko dla niej, kieliszka. Nie mogłabym przygotowywać różowej margerity, którą ubóstwiała. Na samą myśl, o tych wesołych, roześmianych, niczego nieświadomych ludziach, robiło mi się niedobrze.
Przed oczami nadal miałam jej miotające się ciało, puste, ciemne oczy. Na jej rzęsiste łzy, spływające po tracących kolor policzkach. Na jej drgające dłonie, zaciskające się ostatkiem sił na szpitalnej, niebieskiej pościeli. Na jej zimne ciało, lekarza przykrywającego jej twarz.
Jedyna rzecz, która mnie ucieszyła, był jej widok po tym wszystkim. Na ustach miała prawdziwy, szczery uśmiech. Oczy, mimo tego, że były puste, śmiały się do tego, co ją czekało.
Z letargu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Ociągając się, niemal ze łzami w oczach, otworzyłam je. Kiedy Go zobaczyłam, wybuchłam płaczem. Rzuciłam mu się na szyję, wdychając jego zapach, aby zapamiętać go jak najdłużej. Z moich ust zaczął wylewać się potok słów. Opowiedziałam mu o wszystkim. O tamtym, pierwszym wieczorze w szpitalu, o kolejnych wizytach, strasznej diagnozie. O jej śmierci, tak pięknej, i tak strasznej zarazem. Mogłam o tym mówić, i mówić, bez końca.
Zamknął moje usta pocałunkiem. Długim, namiętnym pocałunkiem. Poczułam jego oddech na mojej szyi. Szybko odsunęłam się. On spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
Bałam się. Zawsze się tego bałam. Miałam jednak skromną nadzieję, że ta moja zła passa się odwróci. Modliłam się, żeby w końcu się udało. Chociaż raz.
Zauważył strach na mojej twarzy. Nigdy się tak nie czułam. Patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi ślepiami.
- To nie twoja wina Mike. Ale dla Ciebie wszystko.
Powoli się do niego przysunęłam. Uśmiechnęłam się, i pocałowałam. Krótki “powitalny” pocałunek w usta. Następny. Stawały się coraz dłuższe, głębsze. Czułam jak coś we mnie buzuje, próbuje się uwolnić. Pożądanie.
Leżąc na mnie, jednym szybkim ruchem zrzucił ze mnie podkoszulek. Poczułam pierwsze, nieśmiałe pocałunki na obojczykach. Wędrowały coraz niżej, coraz śmielej.
Z podziwem przyglądał się tatuażom na moim nagim ciele. Na podbrzuszu, ramionach, udzie, dekolcie. Byłam tak blisko. Czułam jego szybki oddech wędrujący po moim ciele. Ku mojemu zdziwieniu, pierwsze, zduszone dźwięki zaczynały się wydobywać z moich ust.
Myślałam, że się udało. Myliłam się. Poczułam to. Bolało. W kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy. Pragnęłam tego. Nie mogłam…
- Mike… Boli.
Przytulił mnie. Przestał na chwilę.
- Myszko… Wcale nie musimy… skoro nie możesz – wyszeptał, patrząc mi w oczy. Nie mogłam wytrzymać. Jego ślepia błyszczały od nadziei. Boże. Nie chciałam, żeby to tak się skończyło. Ale on wiedział co robić.
- Nie, nie… Mike… Ja chcę… – powiedziałam niemrawo. On znowu zaczął obdarowywać mnie pocałunkami. Powoli błądził ustami po moim ciele. A potem po podbrzuszu. Delikatnie masował je, wywołując mój chichot. Ale stres przechodził. Bałam się tego. Ból ustawał.
- I jak? Lepiej? – spytał.
- O… tak… – wyszeptałam, w kolejnym nachodzącym mnie spaźmie. Teraz miało być doskonale. I było. Pokój wypełniały moje jęki i jego westchnienia. Dłuższą chwilę nie czuliśmy nic innego jak ekstaza. To było piękne. Tak bardzo.
Niedługo potem wsłuchiwaliśmy się w bicie naszych serc. Mike wodził palcami po moich plecach. Leżałam na brzuchu i oddawałam się rozkoszy jego dotyku. Cudownie się czułam. Dawałam się ponieść emocjom.
A w końcu głowa Dirnta wylądowała na moim brzuchu. Zasypiając gładziłam jego czuprynę.

Christie.

Około 3 p.m usłyszałam dzwonek do drzwi. Pod łóżko wsunęłam wszystkie gazety, rozwalone pod nocną szafką. Szybko ubrałam spodnie, i pomarańczowy podkoszulek.
Zaczęłam otwierać wszystkie zamki i zatrzaski. Kiedy się z nimi uporałam, przesunęłam nieduży, złoty łańcuszek.
W drzwiach stał mój trzeci, a zarazem ostatni brat- Floyd. Wysoki chłopak, o zielonych włosach, i dłuższych, blond włosach. Uśmiechnął się do mnie, tym swoim głupawym uśmieszkiem, który po prostu uwielbiałam. Dla mnie zawsze będzie dużym dzieckiem.
Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio Go widziałam. Wyjechał jakiś czas temu do Nowego Jorku, i od tamtego czasu nie miałam z nim żadnego kontaktu.
Rzuciłam się na niego z radosnym piskiem. Podniósł mnie w górę, i trzymał mnie tak dwadzieścia sekund, wypytując o mnie, jak mi się powodzi, i czy w końcu z kimś sypiam. Kiedy w końcu mnie puścił, nie czułam nóg.
- Ja pitole…- zaczął, rozglądając się po moim mieszkaniu.- ale się siostrzyczko urządziłaś.
- A ty jak się urządziłeś?- zapytałam, patrząc na niego podejrzliwie. On tylko głupawo się uśmiechnął, i podniósł brwi w górę.
- Eee… No właśnie. Ja do Ciebie sprawę mam.
- O nie, nie dam się po raz kolejny wyzyskiwać. Znowu sprowadzisz mi panienki do domu, o nie!- powiedziałam ze śmiechem. Do tej pory pamiętam, jak po małej, domowej imprezie, w mojej kuchni urzędowały panie do towarzystwa, gotujące sobie (moje!) warzywka, i (mój!) ryż.
- Oj, tam. Mógłbym tu zamieszkać?- zapytał, robiąc maślane oczy.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Perspektywa kolejnego najazdu policji, i straży pożarnej, zbytnio mnie nie cieszyła. Już miałam odpowiedzieć, kiedy zauważyłam zmartwioną minę mojego brata. Stał nad moim stolikiem, na którym stały puste butelki po różnym alkoholu, i rozbite szklanki. Jego wzrok przeniósł się potem na rozbitą szybę kominka, na zabrudzoną łazienkę.
Powoli usiadłam na kanapie. Wiedziałam, że usłyszę ostre słowa.
- Masz problem. I dobrze o tym…- zaczął szeptem.
- Nie mam żadnego problemu!- krzyknęłam. Zaczęłam płakać, jak małe dziecko. Ściągnął plecak i usiadł obok mnie. Objął mnie ramieniem, i przyciągnął do siebie. Poczułam, jak głaszcze mnie po głowie.

Edit.

Przy opisie sceny łóżkowej Mouse i pana Dirnt’a, pomagała mi MJK. Chwała Ci za to, sama bym sobie nie poradziła.
Będę się za Ciebie modlić.

EloU again :)

Posted by admin on 4th Czerwiec 2010 in Inne

EloU again :)

W tej natomiast notce chciałabym
Wszystkich ziomków pozdrowić .
No więc zacznijmy od ReAlOwYcH ziomali :
Pozdrówki serdechne dla :
–KiBeLka
–MaJeNkI
–OsI
–MaRtItY
–MaDzI Sk8oWeJ
–MaTiZa
–CzAjI
–MoNi
–CyŚkI
–QzYnEcZkI AnI
I wielu innych :)
Teraz ziomasy z czaciq – KoBiTy
Pozdro serdeczne dla:
–FeNoMeNkI
–HiPiSki
–MaDzI_R
–TrIni
–PoTtErZyCy
–SyLwI
–BuFfCi
–NaSti
–DiDdLuSi
–ElLiSkI
–BaBcI KlOzEtOwEj
–MaGdUuUsI
–AsI-MaMcI
–DzIeFfCyNki
–GrEeN PoWeRpUfF
–VeN
–IdIoTkI
–NaDiI
–ChEmIcZkI
–MaRtUcHy
–KoFfAnEj
–TrAgI
–i off courz Aneci
Jeśli kogoś tu nie ma to SORXIK !
Jak siem ma skleroze to tak jest
POZDRO dla wszystkich psielek których nie wymieniłam
Możecie mi się zacząć skUadać na tabletki na sklerosse :)
Teraz męska ekipa ziomxuff z czacika10
Pozdro wielkie i caUski dla :
–ChOmIcZka_PsYcHoPaTy
–HASDa
–KoSmOkFfAka
–HaRrEgO 89
–LuNaTyKa
–BeNnKa
–CrOnA
–ZeLkA
–SeAlKa
–MiKe’A
–SpIdErMaNkA JuNiOrA
–ChLeBuSiA
–MiŚkA WeAsLeY
–JeDiEgO
Niop to by byUo na tyle …..
Jeshcze razik SORKI wielkie jak kogoś tu nie ma !
Dopisze w następnej nocie tylko mi komentnijcie kogo nie ma !
Koooofam was sUoNeCzKa moje !!

Rachel.

Posted by admin on 28th Maj 2010 in Inne

Rachel.

Tu było tak jasno. Wszystko kwitło, kwiaty pachniały szampanem- tak jak zawsze marzyłam. Woda miała smak wina, powietrze było tak czyste, że można było je złapać, i łamać w dłoniach jak tabliczkę czekolady. Wkładałam je do ust chłopaka, którego kiedyś kochałam. Pamiętam tamten motor, rozrzucony w promieniach metrów, i jego martwe ciało.
Wyglądał pięknie. Czarne włosy, i jasno błękitne, prawie białe oczy. Jego lekkie zarost, dotykający moich policzków i piersi. Jego dłonie, pomalowane na czarno paznokcie. Dłonie, układające moje czarne włosy za pomocą chmur.

Nie sądziłam, że można spotkać samą siebie. On zaprowadził mnie do niej. Właściwie to do mnie.
Młoda, 15-toletnia dziewczyna. Sięgające szczęki czarne loki, moje oczy. Młoda cera różowiła się, widząc Jamie’go. Mojego, i jej.
Delikatna, niebieska sukienka wiązana pod delikatnie jeszcze zarysowanym biustem, pierwsze pantofle na obcasie. Pierwszy raz usta pociągnięte jasnoróżową szminką, długie, gęste czarne rzęsy.
- Ale przecież ja byłam- zaczęłam, patrząc na nią. On objął mojego ramienia.
- Zastanawiasz się, kiedy umarła tamta dziewczyna?- zapytał. Niepewna, kiwnęłam głową. Jego idealnej wielkości dłoń dotknęła mojego czoła.

Pamiętam tą okolicę. Puste, polne drogi, topole rosnące po obu stronach. Nieduże, skromne domki imigrantów z Brazylii, i Kanady. Szukających lepszej pracy, nowego początku. Miłości.
Miliony gwiazd świeciły nad jej głową. Nogi trzymała w strumyku, bo tak było chłodniej. Pień starego drzewa brudził jej błękitną sukienkę, buty leżały tuż obok, całe w błocie. Patrzyła na swoje odbicie w wodzie, poprawiając niezgrabny lok, odstający z prawej strony głowy. Zrezygnowana, wsparła głowę na rękach.
Położył swoje dłonie na jej ramionach. Natychmiast odwróciła się, łapiąc jego dłoń. Usiadł za nią, kładąc brodę na jej ramieniu. Ona oparła się plecami o jego tors, tak aby było jej wygodnie. I ta cisza. Słychać było coraz ciszej grające świerszcze, szum wody.
- Odwróć się do mnie- szepnął wprost do jej ucha. Posłusznie odwróciła się do niego, podnosząc oczy. Automatycznie zbliżyli się do siebie, i pocałowali. Długo trwali złączeni, wdychając zapach partnera. Kilka sekund później odchylili się od później, spuszczając wzrok. Na twarzy dziewczyny pojawił się szkarłatny rumieniec, zakrywający jej jasne, porcelanowe policzki.
Wiedziała, że są już blisko. Nie wiedziała jednak jak, kiedy i gdzie. Na samą myśl o tym, przeszedł ją błogi dreszcz. Będzie kobietą. Kobietą. Całkowicie.
Swoim zwyczajem położył swoje dłonie powyżej jej kolan. Nie lubiła tego, tym razem jednak poczuła przyjemność. Gładkie dłonie opierały się o jej nagie nogi, pieszcząc je. Spojrzał na nią poważnym wzrokiem. Wyczuł zapach zdenerwowanej kobiety. Zagubionej jeszcze dziewczynki.
Powoli zaczął przesuwać dłonie. Patrzył to na nią, to na jej nogi. Oddychała coraz głębiej, coraz szybciej. Odchyliła się do tyłu, aby widzieć to co robi. Kiedy czuła przyjemny dotyk na udach, cicho jęknęła. Chłopak wsadził rękę po sukienkę, jednym palcem przejeżdżając po jej podbrzuszu. Jednym ruchem zsunął z niej bieliznę, odkrywając inną stronę swojej dziewczyny.
Położyła się na ziemi, rozchylając kolana. Usłyszała brzęk klamry paska chłopaka, opadającej na ziemię. Klęknął przed nią, chwytając jej wątłe nadgarstki, i przycisnął je do ziemi.
Wszedł w nią, na co ona wydała z siebie głośny jęk. Nie pamiętała nawet, kiedy chłopak zaczął rytmicznie przybijać ją do ziemi.

Christie.

Nie było mnie przy tym. Nie pożegnałam się z nią, nie przeprosiłam za wszystko, nie prosiłam o wybaczenie. Nie wspomniałyśmy o najwspanialszych chwilach, nocach na dywaniku u dyrektora, nocnych wyprawach na miasto. Pierwszych wspólnych nocach spędzonych z chłopakami, pierwszych kacach.
Nie docierało do mnie to, że już jej nie ma. Nigdy więcej nie wystąpimy na wystawie, nie będziemy roznosić ulotek mojej sąsiadki. Nie wpadniemy do Kitty’s, aby wypić arbuzową margeritę. Nie naprawi po raz kolejny mojego ekspresu do kawy, nigdy już nie będzie na złość żonglować moimi filiżankami.
Chciałam ją przeprosić za to, że nie było mnie przy niej kiedy umarł. Kiedy odchodził on. Należał tylko do niej. A ja zostawiłam ją samą.

Znowu piłam. Grey Goose, zabrana przez Mouse z Kitty’s. Lałam prosto do ust, uciekając do mojego pięknego świata; domku z czerwoną dachówką.
Delikatnie dotykał moich ramion. Całował je, drapał swoim zarostem. A ja czułam przyjemny zapach mężczyzny. Wtedy wszystko rozpadło się, a ja zobaczyłam gwiazdy. Nie świeciły jednak tak jak zwykle. Były sztuczne. Stare, choinkowe świecidełka wypalały mi oczy.
Słodki zapach wódki rozsiewał się wokół gwiazd i moich włosów. Na białej pościeli włosy rozpościerały się niczym promyki wielkiego, czerwonego słońca. A ja czułam przyjemność. Truskawki, zapach wódki, mężczyzna. Seks, orgazm. Ja, i cztery białe ściany. Ciche wzdychania, jęki, krzyk.
Cichy szczęk rewolweru. Zapach naboju. Moje imię.
‘ Masz na imię Christie. I tak nazywa się ten pistolet. Jest srebrny, tak jak ty. Kocham Cię. Jesteś moim srebrnym naszyjnikiem, nie zdejmuję go z siebie, tak jak Ciebie. I kiedy odejdę, poczujesz chłodną spluwę przy swojej skroni. Pociągniesz usta czerwoną szminką, założysz czarną bieliznę. Będziesz czuła mój oddech. Poczujesz mój dotyk, moje natarczywe ruchy. Zobaczysz nasze ciała, splecione, tak jak dawniej.
Wystrzelisz…’

P.S: Wpadłam w samouwielbienie.

Robiem konqrsik na…..

Posted by admin on 25th Maj 2010 in Inne

Robiem konqrsik na…..
…..najzabawniejszą parę (niekoniecznie będących ze sobą osób:) )
czaciq !
Swoje typy skUadajcie w komantashach :)
Zaznaczam iż gUosować trzeba zarówno na kobity jak i faciów:)
Powodzonka!
P.S Udział brać może każdy-ja tesh(choć smiesna chiba nie jestem)

To nie jest miła notka
Bo i tak niewiem po jaki kij ja ją pisze
NIKT nie czyta !
NIKT nie komentuje !
To po jaki kit ja siem mam starać ?!
Chyba jednak mnie nie lubicie !
Życie jest nie fair !
W końcu i tak bloga skasuje !

….Hehehehe. Nie no , jush siem uspokajam (hahahaha).
MUSZĘ wam to napisać (hihihihi) !
A fięc (hehehehe) :

.jusz siem baUam

Posted by admin on 22nd Maj 2010 in Inne

….jusz siem baUam ze blog mi siem zrąbau ! Bo coś siem pokopaUo ! MAMUSIU ! Stres w kit !!! Jutro off courz Sprafdzian ! Qmacie ?! Pierfszy dzionek w sql i BACH sprafdzian ! Pinda bez serca ! Bym jej kredy do dupy napchała …… Dobra ! Niedługo walentynki ! Mam coś dla fas :

No więc mam ql humoreq :D

Posted by admin on 19th Maj 2010 in Inne

No więc mam ql humoreq :D
DostaUam 5 z ruska za jakiś durny wiershyk i 6 z anglika :D ! Najlepsza krtkóffka in maj lajf :) ) Śpiewałam , ściągałam gadałam …. :) Mieliśmy napisać 3 formy czasofnikóff np . Be ; Was/Were ; Been . Jakaś grupa miała STRACIĆ a ja zaczęłam śpiewać Eminema LOSE YOURSELF in the music the moment …. Bo Lose to jest stracić :P A gość ,, NO CISZA JUŻ !! ” Siedziałpod oknem a my wszyscy ściąganko równe !!! EXTRA !!! mam jutro SPR z fizy ale umiem ! Jeeee ! No to siemka kochani moi ! PZDRO DLA KOSMUSIA :P AAAAAA jeszcze coś ! OGLĄDAŁAM ZNAKI ! ZAJEFAJNE ! SUPER GITAS EXTRA WYPAS !!!!!!! JEDEN Z MOICH LEPSZYCH FILMÓFF ! SERIO !!! QQQL ! To Paps ……

JAKIE TO BYŁO PIĘKNE

Posted by admin on 16th Maj 2010 in Inne

JAKIE TO BYŁO PIĘKNE ! Na początku ONI rządzili ! Wbili nam ! Ale naszych to nie zraziło ! PIĘKNE podanie do Kale Uche , zwód i GOOOL ! TAK 1:1 ! POTEM Samobójek …. DWA KARNE ! ŻURAWSKI ! CHORY CHŁOPAK ! Silne bóle brzucha ! A uratował nas !! 3:2 ! Ale niestety jakiś gość na C władował nam . ALE 3:3 z LAZIO RZYM !!!!! PIĘKNE TO BYŁO PIĘKNE ! Reale i Manchestery niech się chowają prz naszej cudnej grze ! WISŁA KRAKÓW:LAZIO RZYM 3:3 !
Komentowała Sandrusia :P

YoOoOoO !

Posted by admin on 14th Maj 2010 in Inne

YoOoOoO !
Witka wszystkim !
:)
Jestem hepi bo …niewiem.Poprostu jestem :)
Mam nadzieję że wy tesz !
THNX wam wielgaxhne że wuazicie na bloga, wpisujecie siem i komentujecie.No i że jesteście ze mną.
Buziaki wam za to wielkie :*****
Papsik !